Jedzenie…

To dla mnie coś więcej niż potrzeba najniższego rzędu. Jedzenie mówi bardzo wiele o mnie i potrafię też niemało zjeść. Najbardziej jednak uwielbiam mięso. Nie jest to też kwestią przypadku.

Jem ogromne ilości. Makabryczne. Mam to szczęście, że mój organizm potrafi to wchłonąć bez większej najwyżki masy tłuszczowej. Zawsze jem na zapas, jem, jakbym miała już więcej jedzenia nie zobaczyć.
Wszystko to wyniosłam z domu. To zasługa mojej matki. Pilnowała (oczywiście ze względów finansowych) abyśmy jedli tylko trzy posiłki dziennie. Robiłam wiec sobie kanapki po kryjomu. Cienko kroiłam chleb, żeby tylko nie zauważyła. Potrafiłam też te kanapki schować pod bluzką, gdy nagle wchodziła do domu.
Czemu mięso? Mięso jest dla mnie wyjątkowo ważne, bo w domu (w dobie kryzysu) mięso jadł tylko ojciec.
Odbijam wiec sobie teraz za wszystkie czasy. Nadal jem na zapas. Wydawałam ogromne pieniądze na produkty żywnościowe. Lodówka musiała być pełna. Musiało być tam po prostu wszystko. Powoli uczę się, że nie potrzebuję tego wszystkiego. Co nie zmienia faktu, że zawsze chodzę głodna. Ciężko zaspokoić mi tę potrzebę konkretnie, ostatecznie.

Lubię czuć się nieco aspołeczna. Odwiedzam znajomych tylko wówczas, gdy ja mam na to ochotę. Zwyczajnie wymyślam różne czynności, by zostać w domu. Moi przyjaciele wiedzą, że wystarczy zaprosić mnie na obiad a będę zawsze. Mój rekord to cztery niedzielne obiady jednego dnia.
Mój problem z jedzeniem polega na tym, że nie zjem też byle czego. Zjem tylko to, co mi autentycznie smakuje. Jeśli ma być to coś, co ma mnie tylko zapchać to wolę chodzić głodna.

Obiecałam sobie, że zakocham się w facecie, który zrobi mi kanapki. Mówię o tym głośno i wyraźnie, ale zazwyczaj jest to traktowane jako żart.
Raz prawie dostałam kanapki, ale były kupowane, wiec się nie liczy.
Raz dostałam kolację, ale ostatecznie, został mi zabrany widelec, bo nieładnie jest grzebać w pełnej patelni po oddaniu talerza.
Raz zostałam zaproszona na steki z okazji moich urodzin, ale okazało się, że mam sobie je sama usmażyć.

Toteż czekam. Ciągle czekam.
Nie chodzi w tych kanapkach abym je zjadła. Chodzi o to, żeby ktoś zrobił je dla mnie…
I muszą być kolorowe. Lubię kolorowe kanapki.

Dziękuję Pannie W., że zrobiła dla mnie żeberka. Były pyszne. Były dla mnie. Lubię myśleć, że jesteś okrutna, zła i podła… ale jesteś wyjątkową kobietą. Szczerą. Nie można za Tobą nie przepadać. Zwłaszcza, że moje kontakty z kobietami nigdy nie były przyjacielskie, ale to temat na następny wpis.

Reklamy

6 thoughts on “Jedzenie…

  1. Oj znam to, dzięki za link do tego posta! Czytam w tym momencie Twojego bloga od ostatniego wpisu w dół i zaczynasz mi się układać z rozsypanych puzzli w zarys osoby. Który to ten wpis o kobietach z ostatniego zdania, bo chętnie przeczytam? Ja od niedawna zaczynam rozumieć, że dla kobiety nie ma dobrego życia bez innych kobiet. Bardzo mi się podoba to co piszesz, robisz fenomenalne pierwsze wrażenie. Jeszcze nie przeczytałam ani jednego napastliwego posta, nic sztucznego, nic naciąganego, jakaś taka fajna jesteś i tyle. 🙂 Pisz, bo lubię czytać prawdę (nawet wymyśloną).

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s