Magda! Nie bierz do buzi

Siedzę w pracy. Pełna sala. I słyszę Magdaaaa! Magda!
Słucham!!! – warczę w końcu (przyjść można, a nie – wołanie)

Nie bierz do buzi!

O! To mnie już zszokowało. Podnoszę głowę. Przede mną, przy stoliku, siedzi Magda lat 4 i liże publiczny długopis.

Ludzie w brecht a matka kontynuuje – Pani też niech będzie grzeczna 🙂

Ja, nieee mogę obiecać… 🙂

Zostałam kuguarem

w czapce z misiem i uszami i adidasach z różowymi sznurówkami – ponoć nie powinnam tego nosić, bo jestem już na to, „za duża, za stara”…???!

Mam młodszego faceta, ale mentalnie – jestem gówniarą w tym związku – JA.

Powiedział mi, że będzie się o mnie starał… – w pierwszym momencie pomyślałam, po co? Skoro również chcę.  W żaden sposób nie potrafiłam tego ogarnąć. Jak?!!! Teraz powoli zaczynam rozumieć, na czym polega owe staranie… Jestem do tego zupełnie nieprzyzwyczajona! Jednak, to miła odmiana, po moich ostatnich doświadczeniach. Chodzę na prawdziwe randki – nie kółka po parku ani wino w weekendy. Ubieram galową sukienkę a on nakłada koszulę i marynarkę. I… nie pyta, czy umyłam rączki, gdy siadam do stołu… Przy nim jestem kimś, kogo zupełnie nie znam. Nawet nie wiem czy to ja. Mówi, że śmieją mi się oczy – to prawda. Jestem przy nim naprawdę szczęśliwa.

Czuję się jak dziewczynka – jestem traktowana jak kobieta. Jedno drugiego nie wyklucza.

Nigdy nie spotykałam się z młodszym facetem. Nigdy nie spotkałam się z tak wysoką kulturą i tak dobrym wychowaniem (muszę powiedzieć to jego mamie…). Nie zauważam tak naprawdę, żadnej różnicy między nami. Jednak różnica wiekowa jest i w końcu zacznie to nam przeszkadzać. Mnie na pewno. Ciągle o tym myślę. Nie daje mi to spokoju. Nie wyobrażam sobie przebywania w jego towarzystwie (chociaż komuna, w której żyję, to ta sama strefa wiekowa i czuję się rewelacyjnie).

Sama jestem ciekawa jak to się rozwinie.

Zauważam, że jak jest dobrze – to zaczynam się nudzić… Toteż pracuję nad sobą i wypełniam swój dzień coraz to nowymi zajęciami. Nie chodzę już do babci- klientki. Ta – postanowiła umierać. Leży w łóżku. Ubezwłasnowolniona. Nie ma siły robić zwyczajnych rzeczy. Nawet bałaganić. Nie słucham już zatem audycji z Radia Maryja 🙂 Jedna praca musi mi wystarczyć, bo chciałabym się skupić na nim… jest tego wart!

 

 

 

Obraziłam się

na tramwaje. 

Tak uwielbiałam nimi jeździć, a teraz? Ich widok mnie przygnębia i irytuje. 

Wszystko przez wczorajszy mandat. Tylko ja tak potrafię… Mając w kieszeni dwa bilety z poprzedniej trasy i dwa nowe – włożyć do kasownika dwa zużyte bilety – i trafić na kontrolę. Czyli mandat też razy dwa. Mało tego, nie miałam dowodu i ktoś musiał potwierdzić moje dane…

Zdałam sobie sprawę, że imię i nazwisko, adres i datę urodzenia nie zna chyba nikt, prócz byłego męża, ale był późny weekend i on w tym czasie, był na bank,  w trzecim wymiarze, zatem wybrałam opcję drugą i ostateczną. Teściowa! 

Toteż, obraziłam się na tramwaje. 

Dlaczego nienawidzę mojej matki

bo była potworem.

Nic mnie bardziej nie przeraża niż własne odbicie w lustrze – gdy widzę jej twarz.

Jesteśmy, z tego co pamiętam – wizualnie podobne.

Ona jednak była masakratycznie zniszczona. Jej twarz – spuchnięta, bez wyrazu – wiecznie nakremowana mazidłem Nivea.

Nie mam z nią kontaktu od 15 lat. Nie wiem nawet czy żyje i jakoś specjalnie mnie to nie obchodzi. I jedyne czego się naprawdę boję, to tego, że skończę jak ona, że dziedziczność zwycięży, że mam zapisany w sobie TEN chujowy gen.

Jesteśmy podobne – nie tylko wizualnie. Ta moja otwartość w stosunku do ludzi, specyficzny humor i brak barier – to ona. Jako dziecko, wstydziłam się za nią. Teraz zachowuję się identycznie. Jedyne co nas różni w tej kwestii – ja mam w tym zachowaniu klasę, ona jej nigdy nie miała. Wpoiła mi (perswazją, wymuszonym autorytetem i kablem od prodiża) umiłowanie porządku i posłuszeństwo. Jako mężatka, przez wiele lat, codziennie myłam podłogi, prałam i dostawałam spazmów na widok bałaganu. Teraz mi przeszło. Mój pokój to chaos i w ogóle mi to nie przeszkadza. Można z tym żyć.

Do dziś potrafię rozpoznać pijaną osobę, po głosie przez telefon i przechodzą mi dreszcze, gdy słyszę specyficzne, szorowanie butami o schody.

Po latach, zapytałam ojca, jak mógł pozwolić, aby nas tak katowała. Miała ten rozmach w ręku i za totalną głupotę, potrafiła machnąć mi kablem po twarzy, po ciele – 45 razy. Na serio. Mój brat stał i liczył. Nie wiem jak mógł na to patrzeć. On nie dostał od matki nigdy.

Jako dziecko marzyłam, aby ktoś zadzwonił i zabrał mnie do domu dziecka, ale w tamtych czasach – nie dzwonił nikt. Nasi sąsiedzi uważali, że wszystko jest w porządku, bo mamy tak czysto w domu, ja pierdole… Wyznacznik.

Wracając do ojca. Uznawał, że matka zajmuje się wychowaniem. Bronił ją. Mówił, że tego nauczyła ją jej matka

Cytując klasyka

„Znów kolejny dzień Ci uciekł, głupot narobiłeś jeszcze więcej. Jak na razie, do tej pory, życia swego zmienić, nie chcę…” Są takie dni, na które (ponadto) szkoda makijażu – wczorajszy dzień, wpisuje się w klasyk.

Próbuję zdiagnozować swoją obecną sytuację – i nie potrafię.

Zafundowałam facetowi, z którym się spotykam moje klasyczne „kółko”.

*Kółko –  to nic innego jak decyzja o rozstaniu, spowodowana natłokiem negatywnych myśli i sądów, wynikających z braku perspektyw na przyszłość. Co wcale nie znaczy, że chcę się rozstać. Walczę. Potrafię robić takich kółek (rozstania i powroty) kilkanaście – jeśli nie kilkadziesiąt. Nigdy nie wiadomo, które kółko będzie ostatnie…

Czyli to nic innego jak odwieczna walka serca z rozumem. Wiem, że to nie ma sensu, ale jednak bardzo chcę. Chcę i nie chcę. Uwielbiam z nim być. Uwielbiam jego uśmiech i buzię… i jego zmieszanie – jak wzrok spuszcza w podłogę – niczym mały chłopiec. Uwielbiam jak mnie traktuje. Uwielbiam jego klasę i wychowanie. Jak mnie podnosi – wysoko, wysoko ponad siebie. Jest chemia. Jest energia. Jest obawa i tęsknota. Więc skoro jest dobrze – po co w tym mieszać? Bo mamy, drodzy państwo,  do czynienie z Magdą. Siedzi taka i myśli tylko (cytat współpracownika z przed chwili). Nie umiem brać tego co jest tu i teraz i nie analizować…

Co jest nie tak…?

Jestem kobietą po przejściach. Emocjonalnie rozbitą, ale optymistycznie patrzącą w przyszłość. Potrzebuję spokoju i bezpieczeństwa. On… dopiero buduje swoją stabilizację. Idzie tradycyjnym torem. Dobry, normalny dom. Studia. Praca. Dziewczyna. Mieszkanie. Ślub. Nic nie powinno zaburzać tego schematu. Ja mogę. Ja… nie powinnam. Pierwszy raz… nie myślę tylko o sobie.

Zobaczymy…

Dlaczego warto mieć rejestrator połączeń

i dlaczego ryzykujesz dając komuś swój numer telefonu.

Dziś na zasadzie poradnika.

Mam od jakiegoś czasu aplikację rejestrującą połączenia. Nagrywam – krótko mówiąc wszystkie swoje rozmowy. Trochę dla bezpieczeństwa. Trochę z ciekawości, ale przede wszystkim – lubię tego słuchać później. Tworzę własne archiwum głosów, ważnych dla mnie ludzi.

Refleksje. Zauważyłam, że nie daję rozmówcy dojść do słowa. To straszne. Mało tego – zadaję pytania i nie słucham odpowiedzi. Wyłapuję z rozmowy słowa – hasła i opowiadam swoje własne historie. Więc nad tym, od jakiegoś czasu, postanowiłam popracować. Nic chyba jednak nie przebije –  pisku w moim głosie – moja ekscytacja – słuchowo – to trauma dla uszu. Nawet ja mam kłopot by to znieść.

Recz druga – numer telefonu.

Nagminnie rozdawałam swój numer telefonu. Bardziej dbałam o swoje dane do facebooka. Nic bardziej głupiego.

Facebook sprzedaje nas za łyk mleka i okruchy ze stołu i to na własne nasze życzenie. I co z tego, że mam przekręcone imię i nazwisko. Mało kto wie, że wystarczy wejść we własnych znajomych na fb i kliknąć opcję KONTAKTY, aby zobaczyć konta fejsbukowe ludzi, których numery mamy zapisane w telefonie. Ja znalazłam tam kilka ciekawostek 🙂 Wiem też jak ja słabo jestem chroniona. Zrezygnowałabym już dawno z tej aplikacji gdyby nie fakt, że lepszej wtyczki do inwigilacji chyba nie wymyślono. I sama z niej korzystam.

Messenger – natomiast, przechowuje w chmurze wszystkie zdjęcia, które zostały przepuszczone przez tę aplikację, a których już dawno nie mamy w telefonie. Uwielbiam to oglądać. Historia obrazkowa znajomości a jednocześnie – dowody i powody…

Poświęcenie

News dnia

Szefowa:  Pani Magdo! Proszę wykorzystać urlop!

Ja: Znowu??????! Dopiero byłam dwa tygodnie. Ile mi zostało?

Szefowa: Dwa tygodnie.

Ja: Znowu?????!!!!! Nie chcę tyle. Mogę wziąć teraz tydzień i tydzień w grudniu.

Szefowa: Proszę wziąć wszystko do zera!

Ja: Chce Pani żebym popadła w alkoholizm?!!

Szefowa: Trudno. Trzeba się poświęcić.

Fruwać – nie tylko skakać

Irysku! Zakochałam się!

Kim jest ten nieszczęśnik – tzn. szczęściarz – słownik mi zmienia 🙂

Poszłam na luźne spotkanie z przyjacielem kolegi z pracy… i popłynęłam.

To tak masakratycznie cudowne uczucie, że nie da się tego w żaden sposób opisać. Niby naszych światów połączyć się nie da…. Nie da się to wejść krokiem defiladowym po schodach (próbowałam).

Chcę się starać! Będę się starać. Jestem zaczarowana, zmotywowana, totalnie zauroczona. Wiem, że warto – dla niego warto!

Bałam się, że już nie potrafię, że ugrzęzłam w tym gównie patologii na zawsze i nie ma dla mnie ratunku, a jednak!

On… chodzi do kościoła co niedziela – pójdę z nim, toż to rewolucja!

Zapomniałam jak to jest – jak dwoje ludzi chce równie mocno. Dotąd tylko ja się starałam. Teraz stara się ktoś o mnie, dla mnie….

Kochany jest.

pomoc

REMANENT

Staram się nie pisać tu o sprawach zawodowych, ale tym razem zrobię wyjątek, ponieważ nadszedł czas na sporą zmianę w moim życiu. Z tego powodu chciałbym zwrócić się do wszystkich, którzy zaglądają tu mniej lub bardziej regularnie, o pomoc.

Po dziesięciu latach (i dwóch miesiącach) działania w warunkach twardego kapitalizmu i nabijania kabzy imperialistom, postanowiłem zacząć realizować swoją prawdziwą pasję, a przy okazji zrobić coś pożytecznego dla innych. Niniejszym chciałbym ogłosić, że rozpoczynam swoją prywatną praktykę rumpologiczną. Dlatego zwracam się z serdeczną prośbą o rozpropagowanie tego przedsięwzięcia.

Moja oferta jest skierowana głównie do młodych kobiet, które stoją u progu kariery zawodowej, bądź mają rozterki związane z życiem prywatnym.

Jeśli:

  • jesteś młoda, atrakcyjna, świetnie prezentujesz się na zdjęciach a nie jesteś pewna, czy powinnaś zostać modelką
  • wzbudzasz zainteresowanie wielu mężczyzn i nie wiesz, z którym związać się na dłużej
  • zastanawiasz się, czy dobrze wyglądasz w pasie do pończoch

Zgłoś się do…

View original post 65 słów więcej

Ostatnia rodzina – mocno subiektywnie

To strasznie.

Film ambitny, nagradzany, szalenie reklamowany, uznawany… – chciałabym napisać, że ledwo zdzierżyłam, ale skłamałabym. Wyszłam z seansu 20 minut przed końcem.

Na pewno rewelacyjnie zagrany!

Nie znam historii Beksińskich – inaczej – nie znałam wcześniej. Widziałam obrazy artysty i teraz wiem skąd inspiracja – z codzienności. Z pewnością poczytam o nich, z pewnością wrócę do końcówki filmu, ale za jakiś czas…

Obraz nużący, męczący, ciężki. Uwielbiam takie kino, ale tu coś nie zagrało. Razem z towarzyszem moim kibicowaliśmy kolejnym śmierciom – byle do końca. Podobnie się czułam czekając aż Magik wyskoczy z okna.

Gdyby nie On… nie przetrwałabym wcale…

Nawet nie zjadłam najpyszniejszych orzeszków w karmelu na ciepło (Helios). Nie polecam na późne wieczory. Nie polecam chyba w ogóle.

Godna polecenia jest natomiast ścieżka dźwiękowa.

https://wordpress.com/read/blogs/107955386/posts/241