Zupa się wylała

 

Przylazł tu do mnie prześmiewczy, ironiczny – w moim mniemaniu i odczuciu nawet zabawny, nieco.

Powiedział, że wyglądam źle, ale tu akurat miał trochę racji. Jak zazwyczaj polemizuję i się usprawiedliwiam to dziś, autentycznie, mam na to wyjebane po całości.

Chyba lubi czytać o sobie. Szczerze mówiąc, to szkoda literek na niego, i na tę historię, zupełnie. Jednak mnie poprosił, więc napiszę.

Założyłam na niego blokady na komunikatory, smsy i połączenia. To może dziecinny sposób, ale innego nie znam. Po co ma mi się przypominać w ciągu dnia, talerzem zupy z pracowniczej stołówki – obiadem za pół ceny. Po co ma zaburzać mój spokój. Chociaż zdjęcia bywały ładne. Pamiętam jeszcze z inwigilacji jego telefonu – jak wysyłał, jedno to samo zdjęcie, do różnych kobiet i każda czuła się w obowiązku wyrazić zachwyt. Ja także.

Totalnie nie rozumiem jego motywacji. Po co mnie dotyka. Po co mnie całuje… Chociaż…? Czy we wszystkim trzeba szukać sensu? Nie reagowałam na te pocałunki. To było nawet zabawne, tak się starał. Póki sobie nie uświadomiłam, że jestem na ulicy i to wstyd. On ciągle ze mną walczy. Każde z nas chce wygrać to starcie.

W sumie chciał sprawdzić czy mnie to ruszy. Nie ruszyło. Z całą stanowczością i odwagą cywilną mogę powiedzieć, że wcale, totalna bez obojętność. Jeszcze kilka dni temu chciałam spróbować, jeszcze tak niedawno mówiłam, że go kocham. To nieprawda. Powtarzałam to sobie jak mantrę, bo chciałam w to wierzyć. Chciałam sama przed sobą się wytłumaczyć, że wszystkie głupoty, które zrobiłam, były pokierowane uczuciem. Prawda jest taka, że te głupoty pokierowane były głupotą – absurdem i bajdurzeniem, a także potrzebą bliskości, miłości. Chciałam kogoś tak bardzo kochać i się trafił.

Łatwo przyjść komuś do pracy – z pozycji silniejszego – z zaskoczenia i kleić głupa. Dużo myślałam, jak on by się zachował, gdybym go zobaczyła w tej jego żółtej koszulce w pracy. Pan coutch, manager… Z farbą na włosach, trampkach, w kryzysie wieku średniego. Facet wyrywający smutne laski na portalach. Żadna nie wie jak żyje tam, pod Warszawą, tutaj – kreuje swój wizerunek – niczym prezes korporacji w aucie zarejestrowanym na żonę.

Moja koleżanka z pracy powiedziała, że wygląda jeszcze gorzej niż na zdjęciach. Czułam się w obowiązku go bronić. Tak mnie, nas wyszkolił.

Czemu tak pluję jadem? Nie chcę go obrazić, ale takie są fakty. Czułam coś niebanalnego i prawdziwego. Jestem mu wdzięczna za piękne momenty. Dużo troski. Piękna zima. Bywało różnie, ale panta rhei…

W nowym znaczeniu – wszystko w płynie 🙂

Nie zniszczył mnie a tego się obawiałam. Paradoksalnie dał mi dużo siły. Dziękuję i do nie do zobaczenia.

Reklamy

6 thoughts on “Zupa się wylała

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s