Kim jest Alvaro?

To rzeczownik i przymiotnik w jednym.

Alvaro ma ten błysk w oku, tę magię spojrzenia, tę stylizację fryzury (na boczek, koniecznie, z dłuższą grzywką) i standardowe odzienie. Ciężko go jednak ubrać w słowa… Bo pomimo nieco pejoratywnego zabarwienia – Alvaro obiektem kpin i żartów nie jest i być nie może.

Alvaro może nałożyć jasny krawat do ciemnej koszuli, czy nawet różową polówkę.(Swoją drogą, tradycyjne koszulki polo maja klasę – białe koszulki, nadmienię).

Alvaro nie musi pięknie mówić… on się uśmiecha – nienachalnie i beztrosko. Tak słodko, że kobietom podnoszą się endorfinki i spadają ….

Otwieramy wtedy buzię – w tym naszym – Ooooo…. boski! Jak na widok śpiącego buldożka, czy żebrzącego mopsika – kota, lub ostatecznie – niemowląt.

Alvaro wie, że wzbudza uwielbienie i pożądanie, ale nie „robi go” to. Jest znakomicie wychowany. Traktuje kobiety z szacunkiem… Otwiera drzwi do samochodu i przynosi kwiaty. I otwiera parasol jak pada… Szanuje kobiety. Przyjaźni się z kobietami. Kocha jedną kobietę. Prawidłowo układa relacje z mężczyznami. Nie szuka rywalizacji.

Tak! Nie każdy może być Alvaro!

Reklamy

Zjebało się

Zawsze to samo. Radosna twórczość w mowie i piśmie.
Skakałam sobie z chmurki na chmurkę w radosnym uniesieniu, aż przyszła gówoburza. 
Zawiniłam, ale bez przesady. Oberwało mi się za moje opinie. Fakt faktem nie powinnam była się wypowiadać na temat ludzi, których nie znam. Na temat przyjaciół bliskiej mi osoby. Jednak to były luźne odczucia i wrażenia, które nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości. I osoba, która uczciwie doniosła, to doskonale rozumiała.

Mogłabym się kajać, przepraszać, błagać o wybaczenie, ale tego nie zrobię. Tu wkracza moja duma i mechanizm obronny w postaci ucieczki. Jestem gotowa zrezygnować nawet ze swojego szczęścia, niż słuchać słów w stylu -jak mogłaś?!! Ten zawód co do mojej osoby, ten żal, złość i próżnia ostatecznie. Jakbym była zła… a tego o mnie raczej powiedzieć nie można.

To wystarczająca kara dla mnie. Chociaż nie. Sama się ukaram dotkliwiej. 

Dlaczego ludzie nie śpią w nocy?

Nie wiem.

Czytam czasem tak całościowo i merytorycznie ujęte teksty…. i nie wiem, skąd, ktoś, posiada wiedzę tak wielopoziomową na temat: kobiet, facetów, związków… może ktoś zrobił z tego doktorat, albo tyle przeżył…  (i nadal żyje?)

Ja piszę tylko to, o czym wiem i czego jestem pewna. Napisałam tylko jeden post, na temat, o którym wiedziałam tylko trochę ( Uległość i dominacja) to Pani Uległa mnie z deczka zhejtowała. Od tamtej pory, odechciało mi się nawet zgłębiać temat – za sprawą tejże Pani… i jej…. nie umiem ubrać tego w słowa.… całokształtu.

Ludzie nie śpią w nocy bo:

  1. Nie wypili swojej porcji alkoholu, lub nie wypili go wcale – taka prawda. Często popełnianym błędem, jest picie alkoholu w celach nasennych. Po alkoholu się nie śpi. Nie wchodzi się w drugą fazę snu. Po alkoholu się czuwa.
  2. Gryzie ich sumienie – Moją ulubioną postacią w tej kwestii jest Raskolnikow. Czuję się tak czasem, chociaż nikomu siekierą nie przywaliłam. Jeszcze? Mnie męczą większe i mniejsze drobnostki, poczucie krzywdy, lęki, zawody i niepowodzenia. Jednakże efekt jest ten sam – nie śpię w nocy.
  3. Efekt sowy – zmienili noc na dzień i odwrotnie. Mój kolega posiadał sowę i niecodzienne hobby w postaci ćpania wszystkiego co możliwe. Nie spał w dzień i w nocy, Sowa też. Sowa nie wytrwała. On tak.
  4. Księżyc w pełni – nie mam pojęcia dlaczego…. Naukowcy wiedzą.  „Specjaliści ze Szpitala Psychiatrycznego dowiedli, że Pełnia powoduje bowiem między innymi zmniejszenie poziomu melatoniny w organizmie. W praktyce oznacza to, że trudniej nam wówczas zasnąć i wyspać się. Kluczowa dla regeneracji organizmu faza REM skraca się średnio o 20 minut w każdym z kilku jej cyklów”. (http://natemat.pl/69879,naukowcy-potwierdzaja-ze-podczas-pelni-ksiezyca-ludzki-organizm-pracuje-zupelnie-inaczej-dlatego-sie-nie-wysypiamy)
  5. Miłość szczęśliwa – nie chce się spać, aby wracać myślami do pięknych momentów i mielić je po stokroć. Uwielbiam to.
  6. Miłość nieszczęśliwa – W nocy się tęskni i rozczula przy dźwiękach smutnych piosenek. On mnie nie kocha uuuuu, a mówił, że na zawsze uuuu, a to pech a to skurwiel.
  7. Głód – naukowo potwierdzone – głodnemu spać nie można, a przeżartemu jeszcze bardziej.
  8. Praca zawodowa– większość ludzi, których znam ( jak nie wszyscy) śpią w pracy na nocną zmianę, ale są tacy którzy nie mogą. Takowych nie znam.
  9. Praca intelektualna i twórcza – bo cicho, bo klimatycznie, ciemno…., bo sprzyja.
  10. Ktoś lub coś przeszkadza – dzieci płaczące za ścianą, remont, impreza i chyba najgorsze – kopulacja 🙂 Najgorsze dla słuchającego.

Nie mogę ostatnio w nocy spać…. diagnozuję się.

Dlaczego ty nie śpisz w nocy?

Papier toaletowy w mikołaje 

Tak. Nie wiem gdzie ona go kupuje, ale posiada go corocznie na święta. Urocze to jest. Kocha święta i wyciera dupę twarzą Mikołaja. Pięknie. Kurwa. Pięknie.

Normalnie poczekałabym z tym radosnym postem do świąt, o których, szczęśliwie, do dziś, starałam się zapomnieć. Jednak, jako, że jestem najmłodsza w pracy, to kazano mi ubrać choinkę – jutro.

Nienawidzę świąt. No nienawidzę. Jest jednak stu procentowa opcja, że komuna się opóźni w tym okresie, i będę mogła przetrwać ten magiczny czas, w rytmie hip hopu, z dużym wsparciem wysokoprocentowego alkoholu.

Nienawidzę świąt odkąd pamiętam. Znacie dzieci, które nie dostawały prezentów pod choinkę? Ja znam. Jak się jednak co rok czeka, jak debil i co rok jest to samo, to jednak można się wkurwić. Nigdy nie byłam jakąś cholerną materialistką, ale jak się robi święta, muszą być prezenty. Jak nie ma prezentów, zmień tradycję, wiarę, albo dzieci.

Święta to okres fałszu, zakłamania, wydawania pieniędzy i sztuczności. Nie bawię się w to. Zatem nie uczestniczę. Rezygnuję. Plan co roku jest taki sam. Jadę do ciepłego kraju, kraju gdzie nikt nie wie, co to święta Bożego Narodzenia. Co roku plan mi nie wypala ze względów finansowych, ale jestem cierpliwa. Kiedyś ten sen się spełni.

Znacie dorosłą kobietę, mężatkę, która do wieku 30+ szykuje buty na imieniny pewnego czerwonego Pana (bez lewicowych poglądów) i co roku, buty są puste? Ja znam. Jej mąż to jednak dupek. Jej były mąż. Tyle tego dobrego.

Moja znajoma jest super matką i kocha święta. Wpadła na genialny pomysł. Odpisała synowi na list do Świętego, że przeprasza, ale Mikołaj nie ma w tym roku pieniędzy… ten dzieciak będzie miał traumę do końca życia, zwłaszcza jak opowie to kolegom.

Jestem dziś wkurzona. Jestem dziś zawiedziona.. To przykre. To minie.

Robią z nas idiotki

że nie oglądamy meczy, nie interesujemy się piłką i, że nie znamy zasad gry! Sranie w banie! Nie jesteśmy ignorantkami w tej kwestii i nie mamy sobie nic do zarzucenia!

Jakiś czas temu przysposobiono mi sympatię do Legii. Trochę dla jaj, trochę z wątpliwego sentymentu, a przede wszystkim z przekory – kibicuję Legionistom najmocniej jak tylko potrafię. Do tego stopnia, że mogłabym kupić sobie bluzę z logo i nosić ją z dumą i lekkim strachem przed lokalnym patriotyzmem. Dlaczego z przekory? Bo dookoła mnie wszyscy mówią, że nie wolno mi! Krzyczą, że to niedobrze, niepoprawne, że nikt stamtąd nie lubi naszych… w co powątpiewam najbardziej.

Nie pozwolę by ktokolwiek mówił mi, kogo mam lubić, opcji brak.

Wczoraj Legia grała pięknie i przyczyniła się do wygranej przeze mnie kolacji. Kolacji zrobionej własnymi rączkami i z mięsem w roli głównej!

Znam wiele kobiet, które oglądają mecze z pełnym zaangażowaniem. Nie robimy tego dla naszych facetów. Może niekoniecznie wpadamy w zachwyt podczas każdego meczu Ligi Mistrzów, ale mecze reprezentacji są dla nas priorytetowe a nawet obowiązkowe. Nic mnie tak nie rozczula jak dziewczynki kibicujące razem z ojcami, z szalikami na szyi i śpiewem na ustach:

Dziś zgodnym rytmem biją nam

Nasze serca, który my, które my

Za Legię damy w każdy czas

Czy czas dobry, czy czas zły

Nie dla nas jest porażki smak

Nie dla nas forma zła, forma zła

Na całe gardło krzyczmy wraz

Legia mistrza Polski ma

Gdziekolwiek Legia będzie grać

Blisko czy daleko stąd, daleko stąd

Tam będzie z nią warszawska brać

Aby dopingować ją

Też chce szalik! Chociaż w zielnym niekoniecznie mi do twarzy 🙂

Zdjęcie kotleta z pięknym opisem. Czyli z hobby pod rękę.

„Jestem tak dumna, jakbym odbierała Oskara sprzedaży w moim banku, albo przynajmniej dotrwała do 10- tego bez minusa na koncie! To dużo dla mnie znaczy! Tekst sentymentalny i urzekający. Postać ojca genialna! To co lubię w Tobie najbardziej to fakt, że potrafisz napisać post pozornie o niczym i ubrać te literki w tak spektakularne opowieści, że mogę Ci tego daru tylko zazdrościć. Czytałam ostatnio książkę (kłamię, próbowałam czytać, poległam) teksty Piotra C Pokolenie Ikea. Żenujące to było. Czasem błyskotliwe, całokształt smutny, bo płytki. Pasja, żeby mogła być seksowna, powinna być emocjonalnie i inteligentnie opowiedziana. Ty masz ten dar!”
Ja!

„Ojciec zawsze mi powtarzał, jeśli facet potrafi zrobić jajecznicę i otworzyć piwo, z głodu nie zginie. – MÓJ MISTRZ! – Łukasz S.

kudłaty z brodą

20160805_115615_hdr

„Uwielbiam ludzi z pasją, nawet jeśli ktoś jara się zbieraniem znaczków. Chodzi w tym wszystkim o to, żeby robić coś dla siebie i być z tego dumnym.” Tak napisała jedna z moich ulubionych twórczyń ludowych, czyli 34 minuty. Cały tekst możecie przeczytać TU. Pomimo, że nie zwracałaś się imiennie do mnie, jednak  poczułem się i temat przetrawiłem. Czego efektem są niniejsze wypociny.

Rzeczywiście pasje dopełniają życie, czynią je innym, ciekawszym. Pozwalają na wyskoczenie z trójkąta dom-praca-sklep. Dają szansę ucieczki gdzieś gdzie nie sięga codzienność.

Zacznę od źródła, czyli od mojego ojca. Ten nigdy nie idzie na kompromis. Jego pasje to były mega zainteresowania. Jak się czymś ekscytował to na maksa. Budował ktoś z was jacht w bloku? A mój rodziciel tak. Całe mieszkanie zastawione było najpierw deskami długimi na sześć metrów. Ciągnęły się z jednego pokoju poprzez przedpokój, aż do drugiego pokoju. Po obu stronach hałdy stały stołki, aby się jakoś…

View original post 547 słów więcej

Pasje są mega seksowne 

Uwielbiam ludzi z pasją, nawet jeśli ktoś jara się zbieraniem znaczków. Chodzi w tym wszystkim o to, żeby robić coś dla siebie i być z tego dumnym.

Wszystko rozumiem, ale nijak nie potrafię ogarnąć biegania i wrzucania publicznych postów na temat swoich kilometrów. Nie umiem tego w żaden sposób wyjaśnić ani zaakceptować. W pasjach chyba chodzi o to, żeby robić coś tak fascynującego, aby móc zarazić tym innych. Bieganie rozumiem. Nie pociągają mnie informacje o tym. 

Chociaż wysiłek fizyczny nie jest mi obcy. Mieszkam na czwartym piętrze w kamienicy, czyli to niemalże 6 piętro. I byłam dziś na zajęciach zumby i prawie bym się zakochała, gdyby nie to, że jednak preferuję inne sporty. 

  1. Poruszanie się w rytm muzyki, najlepiej z małą dawką procentów.
  2. Bieg do supermarketu lub żabki, tuż przed zamknięciem.

  3. Joga we dwoje z elementami Kamasutry, z najlepszym fizjo jaki chodzi po ziemi.

Uwielbiam historię II wojny, teatr, i wszystko to, co dotyczy homoseksualizmu, zwłaszcza w środowiskach ortodoksyjnych.

Jednak.

Moją największą pasją jest pisanie. Robiłam to od zawsze. Pisałam pamiętniki, które „chodziły”po szkole, już od podstawówki. Stawiam na autentyczność i prawdę. Chociaż ta prawda może mi namieszać w życiu. Obiecałam sobie, że żaden, ważny facet w moim życiu, nie będzie miał dostępu do tych literek. Obecny ma, ale nie czyta. Woli słuchać moich opowieści, za co mu jestem szalenie wdzięczna. Kilka postów jednak przeczytał . Nie podobały mu się. Na serio się przestraszyłam. Jednak jestem dziś kimś zupełnie innym, niż w momencie pisania pierwszych postów. Ciągły progres. Dziś nie potrzebuję adoracji, wielu opcji i atrakcji. Chcę tylko jego i będę się starać z całej siły, by go nie stracić! 

Jaka cukierkowa się robię. 

Ponoć charakter człowieka zmienia się co 7 lat. Ja zmieniam się w zastraszającym tempie. I byłam ostatnio w kościele. Moja lewa strona zaczyna tracić kontrolę i przewagę. Jeszcze nie zwariowałam. Mam jednak takie plany. 

Czekanie na cokolwiek.

kudłaty z brodą

czekanie.jpg

Kto nigdy nie czekał palec do góry. Nie ma takich, zawsze na coś czekamy. Czekamy na nieuniknione, na poprawę losu. Czekamy na zielone światło, na windę i na żonę w publicznej łazience. Czasem szlag nas trafia, że musimy czekać. Ba, zrobiono nawet specjalne pomieszczenia do czekania i nazwano je, a jakże by inaczej poczekalnie.

Czekanie znane jest ludzkości od zarania dziejów. Najpierw czekaliśmy na zwierzynę. Jak ją już upolowaliśmy, to czekaliśmy na to aż się upiecze nad ogniskiem. Potem czekaliśmy, żeby nieco przestygła. Byli tacy co nie czekali i jedli nie dość, że surowe, to jeszcze potem mieli poparzone języki. Tak to bywa z tymi w gorącej wodzie kąpanymi, z tymi co nie lubią czekać.

Najdłuższe znane czekanie w historii ludzkości to wyprawa Mojżesza do ziemi obiecanej. Szli przez pustynię czterdzieści lat. Wyobrażacie sobie? Codziennie zadawać pytanie – Daleko jeszcze? Tysiąc czterysta dni, nie licząc lat przestępnych, Oj naczekali się…

View original post 361 słów więcej

Jeden z tysiąca moich schizów

Polega na tym, że dzielę wspomnienia równo na cztery części. Wiosna, lato, jesień i standard – zima. Cała zabawa polega na tym, że cofam się myślami, równo rok wstecz. Punkty zapalne to daty, miejsca lub wydarzenia. I tak żyję sobie spokojnie, a tu bach 1  listopada – retrospekcja, 11 listopada, 6 stycznia, pierwszy śnieg, lodowisko, sezon grzewczny… Nie chcę wracać do wspomnień sprzed roku! Dobrze mi w teraźniejszości! Zeszły rok… porządnie nakopał mi do dupy. Nie mam jednak na to wpływu.  NAJWAŻNIEJSZE, że obecnie kumuluję genialnie piękne wspomnienia. Jesteś szczęśliwa! Jestem zakochana. 

Lubię sobie jednak jak każda kobieta popłakać. Nie mam pojęcia dlaczego. Hormony szaleją, albo jakieś inne demony. Potrafiłam płakać oglądając wiadomości. Teraz mam tylko YT. Dziś w historii znalazłam filmik sprzed roku. On mnie nadal porusza…

Może nie wyglądam, ale jaram się teatrem i sztuką. Teatrem zainteresowałam się rok temu i popłynęłam. Wstyd się przyznać, ale dopiero od tego czasu, chodzę do teatru łyknąć kultury. Jak większość społeczeństwa, uważałam, że teatr to nuda, że śmierdzi tam molami a kurz z archaicznych sukien, bije po oczach. Boże… jakie to było płytkie i głupie. Teatr idzie z duchem czasu. Sztuki są genialne, porywają publiczność, wychodzi się ze spektaku jak na speedzie. Byłam ostatnio na Świętoszku. Jak przedstawiono tę postać jako Ojca R. to .. uuu szacun dla reżysera i gratuluję odwagi. Łezka się kręci jak widzę randki w teatrze. Pięknie ubrana młoda panna i elegancki chłopaczek. To już dobrze rokuje. Próbowałam nakręcić znajomych na teatr, ale ludzie są oporni. To starsze. 

Wracając do wspomnień, filmiku, płaczu i sztuki. Marina A. To jest schizolka. To jest kobieta! Jej performance mnie paraliżują, nokaut techniczny. Jeden z bardziej znanych : Siedzi sobie na krześle, siadają ludzie, zero rozmowy, tylko patrzymy, bez emocji. Ja pierd. sama chciałam to kiedyś odegrać na studiach, ale nie wyszło. No i Marina odgrywa to przedstawienie. I nagle, wchodzi Ulay. Kochali się kiedyś. Mało powiedziane kochali. Mieli plany. Miało być pięknie, miało nie wiać w oczy i ociekać szczęściem, miało być sto lat.. sto lat, ale nie wyszło. Dawno się nie widzieli. Dziś są już delikatnie mówiąc starzy.Ona nie wie, że on przyjdzie. Nie można okazać emocji. Odgrywamy performance. A chuj… I płaczę. Jak debil. Jak na psie, który jeździł koleją, jak na Hachiko i Janku Muzykancie.

Między smrodem a zazdrością

Temat smrodu towarzyszy mi od kilku dni. Coś zdechło! Coś się rozkłada w okolicy mojego stanowiska pracy i nijak nie można tego zlokalizować. Niemalże łzawią mi od tego oczy i ten wszechogarniający ból głowy… Od smrodu jeszcze nikt nie umarł. Oby!

Z dwojga złego wolę ból głowy niż dupy. I tak  przechodzimy do tematu zazdrości.

Termin zazdrość – znałam tylko z teorii. Mam na myśli obszar relacji damsko – męskiej. Taką zwykłą „zawiść” to znam doskonale o… długie nogi, o… długie włosy, ładną cerę, o…? O to, co mieć nigdy nie będę – choćby nie wiem co. Ogólnie się tym nie przejmuję i staram się równoważyć komplementy, typu – Masz piękne długie rzęsy! Oby Ci wypadły 🙂

A tak serio. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że zazdrość pojawia się wówczas, kiedy zdajesz sobie sprawę, że ktoś inny – może dać tej osobie więcej, niż Ty. Zatem rzeczą oczywistą jest, że nie może ( 🙂 ) a jak może, to trudno. Nic nie da się zrobić. Autentycznie – nigdy nie byłam zazdrosna o żadnego faceta. Nawet wówczas, gdy dowiedziałam się, że „mój” facet spotyka się z inną. Nie byłam zazdrosna nawet gdy się spotkałyśmy. Bardziej byłam ciekawa kto to, niż czy jest ode mnie w jakimś sposób lepsza, ładniejsza, mądrzejsza. I to nie jest wynik mojego własnego uwielbienia, chociaż jestem naprawdę cudowna 🙂 

Nigdy nie byłam zazdrosna, bo nigdy mi na nikim nie zależało. Trochę to trwało zanim do tego doszłam i nawet nie byłam to ja – tylko całkiem pokaźne grono osób, porządna burza mózgów. Jako, że nie znałam tego uczucia, nie potrafiłam zrozumieć, zazdrości innych ludzi.

Studiując resocjalizację miałam kolegów, których na przywitanie całowałam w łyse głowy i w chwilach kryzysu czy dekompensacji… robiłam minę kota srającego na pustyni i czekałam tylko na kojące przytulanie. Póki nie zostałam zabrana na kobiecą pogadankę w stylu, że każdy rozumie, że ja jestem TAKA, że to niegroźne, nawet urocze i słodkie, ale TRZEBA mnie znać, a żony tych panów, ich kobiety i nałożnice – mnie nie znają i pomijając zazdrość, mogę, zwyczajnie oberwać.

Mam najcudowniejszego faceta na świecie. Przynajmniej do czasu – póki nie wyjdą na jaw nasze porypane loty i klimaty. Skaczę więc sobie, póki co, z chmurki na chmurkę, świat jest piękny, ręce gorące, deszcz kojący i takie tam (tu mam w głowie tylko jeden obraz, który postaram się wkleić)

https://goo.gl/images/ydbJWj

i … kuje mnie coś, szczypie, coś na co nie mam wpływu i co najgorsze – nie mam powodu! Magdaleno. Zależy Ci.