Ryszard R.

Ryszard R., jest prawilnym 58 – letnim mężczyzną – dobrym, naiwnie ufnym, bogobojnym. Mieszka na wsi, nie ma pracy. Ma sparaliżowaną część twarzy – przez co nie widzi dobrze na jedno oko i nie słyszy na jedno ucho. Chce pracować. Dorabia w lesie. Chciałby mieć pracę. Poszukuje.

Spotyka na swojej drodze przedsiębiorcę, który proponuje mu pracę. Dobrze płatną. Kilkanaście razy w miesiącu. Wybawiciel pierdolony…

Przedsiębiorcza nakłania Ryszarda R., na założenie konta. Ryszard nie ma też telefonu – należny zakupić starter i zarejestrować go na siebie….

Przedsiębiorca odwozi Ryszarda do domu. Zostawia go pod sklepem. Konfiskuje mu umowę bankową (gdzie są wszystkie dane, łącznie z hasłem do bankowości internetowej) w celu sporządzenia umowy o pracę.

Oszust ma już wszystko. Drażliwe dane i telefon. Może działać. Spędza cały dzień biorąc pożyczki z każdej możliwej instytucji finansowej. Jest pazerny i niecierpliwy.

Ryszard nic nie wie. Czeka na obiecaną umowę. Dostaje w międzyczasie blankiety do spłaty. Nic nie rozumie…  Nie posiadał jeszcze chwilę temu nic. Teraz posiada dług w wysokości 15 tys zł. Dług rośnie zgodnie ze stawką RRSO chwilówek – w  zastraszającym tempie.

Ryszard udaje się na policję – nie zna tego człowieka, nie zna modelu auta. Paradoksalnie, w placówce gdzie założył konto – nie było monitoringu, natomiast kamery były zamontowane nad wiejskim sklepem – a więc jest szansa.

Takich historii jest mnóstwo. Ryszard jest jednym z wielu…

Szkoda mi Ryśka. Częstuje mnie cukierkiem wygrzebanym z kieszeni. Mam w planie zjeść go grzecznie. Wewnątrz opakowania jest mnóstwo ziemi. Nie dam rady go zjeść.

Ryszard musi jechać do miasta zablokować telefon. Przeraża go myśl o takiej wyprawie. Dzwonimy do operatora. Ryszard nie przechodzi weryfikacji -nie wie, na jakie kwoty były doładowania. Ja wiem. Podpowiadam.

Dzwoni telefon. Sfrustrowany klient. Zablokowano mu konto. Podaje się za Ryśka. Wkurwiam się. Mówię mu, że go znajdą!

Niweczę plan policji…

Och Rysiek.

Nagrobki z Chin

Są pewne wybory, które wrzuca się do worka z napisem – przypadki. Przypadkowe wybory to jednakże nadal wybory. Chociaż, nikt chyba świadomie nie dąży by jego przyszłość wiązała się z funkcjonowaniem jako jednostka na taśmie produkcyjnej wyrobów masarniczych.

Ja,  w zastępstwie, na miesiąc, przyszłam do branży kamieniarskiej i zostałam tam 7 lat.  Jako, że nie miałam styczności z umarłymi, ich duszami a zaledwie potomkami – współczuwano mi przeogromnie, zatem, starałam się unikać rozmowy o mojej karierze zawodowej. Poza tym mianowałam się dla świata szerszego – agentem nieruchomości.

Praca w kamieniarstwie to praca sezonowa. Od marca do października z płatną zimą ale bez urlopu latem, bez możliwości chorowania… 8 godzin siedzenia w biurze o wymiarach trzy na dwa i czekanie.. W pierwszym miesiącu bolał mnie tyłek od siedzenia, oczy od patrzenia w ścianę i głowa od wymyślania sobie zajęć. Zaczynałam od spacerowania po pokaźnym placu, po integrację z okolicznymi przedsiębiorcami branż przeróżnych, oraz organizację wyścigów – najczęściej ślimaków. Nagrobki to koszt niemały, zatem to nie chleb – codziennie się nie sprzedaje. Potrafił nikt nie zajrzeć do mnie przez tydzień, a więc w takim przypadku musiałam zorganizować sobie zajęcia mordujące mój czas. I znalazłam. Kupiłam komputer i oglądałam po cztery filmy dziennie. Czym film był trudniejszy i wymagał bolesnej analizy intelektualnej tym lepiej. Ponieważ mogłam wówczas zająć drugą część czasu na spory forumowe na filmwebie. Książek się tam naczytałam i pracę licencjacką tam napisałam. 7 lat, 8 godzin dziennie samiutka w swoim wyimaginowanym świecie… wśród tysiąca krzyży i reliktów kultu. Zapewne odbiły piętno 🙂 Zresztą do dzisiaj uwielbiam spacerować po cmentarzu a przejeżdżając przez Strzegom czuję euforię i ekscytację.

Dlaczego o tym teraz wspominam? W obecnej pracy spotykam ludzi, którzy biorą kredyty, likwidują lokaty w celu kupna granitowego „M1”. Ludzie są przygotowani na poważne wydatki – bo to przecież granit.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że jego wymarzony, jedyny w swoim rodzaju projekt jest produkowany daleko, daleko stąd – w Chinach. I jak teraz słyszę, że ktoś wydaje 12000 na nagrobek z granitu orion z wykończeniem warkocz to jednak mi smutno. A to czemu? A to temu – on nie jest wart takich pieniędzy. Z całą stanowczością nie można powiedzieć, że nagrobki z Chin są bublami. Bo nie są! Tamtejsi producenci mają taki sprzęt, technologię i maszyny, o których się nawet nie śniło naszym kamieniarzom. W tym wszystkim chodzi o naszych biznesmenów. Pracowałam w dużej firmie, którą stać było na zakup pokaźnej kolekcji i transport kontenerowy. Płatność dolarowa na początku roku a później czekanie na spływ aż do lata. Duże firmy kupują dużo i na prawdę tanio, ale dochodzą do tego jeszcze oszczędności na grubości i to jest chyba najgorsze.

  • Minimum to 5 cm. I niektórzy klienci coś usłyszeli, coś patrzą, coś mierzą, ale nie wiedzą o co właściwie chodzi. Każdy element tej konstrukcji powinien mieć co najmniej 5 cm. Nie tylko tablica i płyta wierzchnia, ale i boczki i podstawa. Zdarzało się, że boczki miały po 3 cm… tylko czekać…
  • Błysk – to co błyszczy i świeci – kusi. A niekoniecznie. Dobre granity bywają matowe a owy błysk może być spowodowany żywicą i lakierem, którym pokrywa się płyty w celu zamaskowania uszczerbków i pęknięć.
  • Przebarwienia – nie ma granitów idealnych toż to kamień. Jednak należy unikać przebarwień w kolorze zielonym a zwłaszcza złotym. Kolor ten wskazuje na obecność metalu czyli zwykłej rdzy.
  • Kamyczki w granicie – wizualnie ładnie to wygląda, ale pod wpływem mrozu i deszczu się zwyczajnie wypłuczą i pozostaną dziurki.
  • Wstawki z innego granitu na płycie wierzchniej z dedykacją – to tylko dowód na to, że płyta pękła, miała przebarwienia lub sztychy i trzeba było to zamaskować.Najcenniejsze są całe płyty. Czym więcej elementów łączonych na nakrywie tym więcej było kombinowania.
  • Sprzedawca właściciel – wciśnie Ci wszystko. To jego biznes. Musi opłacić rachunki, wycieczkę na Majorkę i kupić nowe auto. Najlepiej zatem kupować u pracowników.
  • Granit jest ciężki – mega potężnie ciążki. Jeśli masz element ciężki a nie urywa ci rąk i tyłka to możesz podejrzewać, że to konglomerat.Wiele osób posiada w domu „granitowe” parapety 🙂
  • Nie należy podejmować decyzji od razu. Każdy kamieniarz chce sprzedać to, za co już zapłacił, a więc czym klient więcej kręci nosem, tym szybciej można liczyć na rabat i to potężny.
  • Legary na których stoi nagrobek jest ok, ale nic nie zastąpi zbrojonej ramy betonowej.
  • Polimerobetonowe dodatki… Nie! Kruszą się i wcale nie są odporne na mrozy.
  • Krzyż w kolorze złotym to niekoniecznie mosiądz a metal w kolorze złotej farby a złotol to farba to piaskowania literek. Można zamówić litery z opiłkami złota, ale po co?!
  • Za który granit dałabym sobie obciąć rękę? za żaden! Każdy dosłownie każdy może posiadać wadę. Jeśli miałabym któryś wybrać to paradoksalnie – jasny najtańszy granit (chiński) brąz królewski. Najmniej wadliwy. Pospolity. Dobry w utrzymaniu. Jeśli chodzi o kolor to stawiam na czerwoną vangę. Granity czarne są bardzo modne ale koszmarne w  utrzymaniu czystości i co ciekawe – potrafią się przebarwiać pod wpływem słońca. 
  • Gdzie kupować? najlepiej w jakiejś małej firmie, gdzie kamieniarz robi wszystko sam od początku do końca łącznie z cięciem płyt na grubości. 
  • Kwestia najważniejsza to ekipa montująca. Możesz kupić piękny, solidny i niezawodny granit ze Szwecji. Wymyślić swój własny projekt, ale to tylko połowa sukcesu. Najważniejsi są ludzie – ekipa budowlana. W mojej karierze poznałam pokaźne grono tych przesympatycznych panów. Moja firma miała 15 oddziałów. Sprzedawała w sezonie sztuki dochodzące do tysiąca i ani jednego trzeźwego montera. O czym należy jednak pamiętać? – należy być od początku do końca montażu. Nikt nie lubi kontroli i patrzenia na ręce ale to Twoja kasa. Dobre relacje z monterami przyniosą wymierne korzyści. Bądź. Pytaj. Sprawdzaj. Reklamuj. I czytaj umowę.

Po 7 latach funkcjonowania w tym biznesie, nie wydałabym na pomnik nawet złotówki. Alternatyw jest mało, ale jednak są. W całej tej branży  najlepsza jest presja społeczna, bo ludzie powiedzą?! 

 Ja, chciałabym zwykłą płytkę z danymi w stylu amerykańskim,  lub kawałek polnego kamienia z mosiężnymi literami. To wystarczy, ale co ludzie powiedzą…

W tej pracy na prawdę rzadko, zdarzyły mi się osoby kupujące – płaczące, przeżywające , czy jakkolwiek to nazwać – wczuwające się. Szokujący  było dla mnie fakt, że dla większości to tylko smutny obowiązek ale i spory wydatek…

Ni chu chu…

Ja wolę opcję „Ni chujutki”, ale odpowiednio zaakcentowane – tzn. koniecznie,  z paluszkiem w górze! Tak! Wówczas można odczuć odbiór. Coś na kształt – Nie rzucim ziemi skąd nasz ród… itd.

W hierarchii zamienników i synonimów – ni chujutki – stoi według mnie – najwyżej.

No kurczę nie wierzę. Umarła babcia mojego byłego męża. Kobieta terminator – nie do zajechania. Latała po mieście w poszukiwaniu promocji. Zbierała te łupy przez cały tydzień i prosiła byśmy to odbierali raz w tygodniu. Kilkanaście kursów z mieszkania do auta. Wtedy babcia mogła na koniec podkreślić ” od ust sobie odejmuję…” a najchętniej publicznie te stwierdzenia padały. To był specyficzny człowiek. Nadmiernie oszczędny, nadmiernie kąśliwy. Płaciła za moje studia, co nie zmieniało faktu, że musiałam się do niej zawsze zwracać per pani, jako że rodzina to krew. A nas takowe więzy nie łączą. Jedyne co pocieszało babcię w mojej osobie to fakt, że nie jestem żydówką. Chociaż pewności nigdy nie miała.

I babcia poleciała na pokaz. Zakupić kolejny masażer, garnek i kołdrę -zimową porą i bach, biodro i ręka w gipsie. Rodzina babcię do kliniki za porządne pieniądze i 5 tygodni nie minęło i zapalenie płuc, i niewydolność nerek, i sepsa i odwodnianie. Jakim cudem?  Jak leżała przez biodro i połamaną rękę. Babcia miała niespotykaną dumę w sobie. I upór. Żadnej pieluchy. Wolała nie jeść i nie pić, aby kontrolować swoją fizjologiczne potrzeby. Taka była!

I zawinęła się babcia niepodziewanie. I ni chujutki pojąć nie mogę – bo była rodzina zabroniła mi przyjść na pogrzeb! Uwierzyć nie mogę. Wytłumaczyć sobie nie potrafię,  jak można zrobić komuś bana na pogrzeb. Toż to nie wesele, że się gości wybiera. A nawet kultura i pewna dojrzałość nakazuje, przymknąć oko na pewne persony non grata. Jak oni muszą mnie nienawidzić?!!

Jak sobie na to nie zasłużyłam.

Nie wiem co ja chciałam udowodnić wszystkim??!! Że można normalnie funkcjonować po rozwodzie – klasa i kultura – poddaje się, po co mi to było?! Rezygnuję.

Nie rzucim ziemi skąd masz ród!!! Ni chujutki.