Słowem w K.

Jako, że jestem ze stycznia…

  1. Słowem w K.

Jeden raz do roku przytrafia się taki dzień,
że przyświeca Ci blask, który rzuca cień.
Cień na wszystko wokół, co stoi, leży i oddycha.
W ten dzień na zmartwienia możesz kichać.

Kiedy stoisz przed lustrem, nie myśl że robisz się stara,
myśl że zyskałaś pewność siebie i że jesteś dojrzała!

Kiedy łapiesz za piwo, nie myśl że nadużywasz alkoholu,
myśl że sięgasz za magiczny specyfik na poprawę humoru!

Kiedy sama siedzisz w kącie i chcesz otworzyć wino,
pamiętaj że to chwilowe, bo jesteś wspaniałą dziewczyną!

Kiedy dopada Cię depresja i przerażona nie wiesz co to będzie,
zapewniam, wszystko się ułoży, nim ksiądz zdąży przyjść po kolędzie 😛

Niech droga do celu, którą sobie obierzesz, Cię nie znudzi!
Spełniaj marzenia, bądź zdrowa i uważaj na ludzi!

PS

A tak poza tym, to sobie myślę, że skoro jesteś ze stycznia…
To musisz być pyszna!          …

View original post 46 słów więcej

Dostałam bana (na)

Postawiłam się szefowej. Jako, że nie może zemścić się na mnie legalnie – robi to w swoim stylu – olewa mnie i deprecjonuje moje potrzeby. Dziś zapomniałam klucza do biurka. Czekam więc, aż szefowa przyniesie mi klucze zapasowe. Czekam od dwóch godzin. Zaczynam podejrzewać, że nie dostanę ich dziś wcale. Mściwa bestyja. Taktycznie genialna! Jednak to nic. Nowy rok. Nowa ja. Nie pozwolę więcej robić się w wuja.

Postanowienia noworoczne… nigdy się w to nie bawiłam. Wiem z czym przeginam – to przede wszystkim nałogi. Lubię myśleć, że palę, bo lubię. Dziś wiem, że to niekoniecznie prawda. Jeśli ktoś lubi czekoladę, a jest godzina 22.55 i pozostała mu ostania kostka – nie będzie zasuwał do sklepu na złamanie karku, by mieć kosteczkę na rano. A palacz tak. Dlatego palę, bo jestem uzależniona. Allen Carr napisał niesamowitą, książkę o kiepskim tytule – Łatwy sposób na rzucenie palenia. Przeczytałam, by udowodnić wszystkim, że to nie działa. Założenia są takie, że można palić czytając tę książkę, więc spróbowałam. Już w połowie tej broszurki, sama rzuciłam palenie i to z uśmiechem na ustach. Ta euforia trwała miesiąc. Książka działa na zasadzie wpływu logicznych argumentów. Jestem mega podatna na wpływy… niestety krótkotrwale. Książkę jednak polecam. allencarr

W Parku Centralnym na terenie mojego miasta – wprowadzono bezwzględny zakaz palenia. O żesz kurcze. Na 13 hektarach świeżego powietrza. Dla mnie to absurd. Nie obnoszę się ze swoim nałogiem, ale mam poczucie pewnego ostracyzmu społecznego, jaki mnie dotyka. Mało tego! To gnębienie mniejszości!

Dobrze, że alkoholizować się w tym kraju można bardziej legalnie.

A więc plan jest taki. W pracy – pracować. Palić po kryjomu. Pić formalnie. I kochać. Kochać go. Skończyłam ten rok w jego objęciach i zaczynamy razem nowy etap. To będzie nasz rok…!

 

Litr wina, pół wódki

i sześć szlugów – śpiewał Taco. Mnie wystarczyły dwa shoty i trzy piwa. Moja ekonomia w tym względzie jest porażająca. Chciałabym pójść bawić się do klubu, by rano podpisać listę obecności – przed zamknięciem. Mnie jednak zostaje historia Kopciuszka. Północ i do domu. Samotnie!

Smutnie. Przerażająco, aczkolwiek prawdziwe stwierdzam, że wracając do domu samej (czyt. singielce ) istnieje możliwość – dla mnie pewność, że obudzisz się rano w ubraniu… co nie zmienia faktu, że można narobić gorszych głupot. I klasyk. Pisanie smsów po pijaku. Uwłaczające. Żenujące to i chyba nawet, nieszczere.

Zarzucił mi. Ten typ nieokrzesany (aczkolwiek intrygujący), że na moim blogu brakuje seksu, krwi, pazura, sensacji – reasumując życia. WTF?! Jak ja nie mam, ani seksu, ani pazurków, krew regularnie (dzięki Bogu, dziękuję), a moje życie to film porno bez scenariusza – pierdoli się wszystko, na wszystkie możliwe sposoby. Za moim udziałem, a jakże. Jak chodziłam na paluszkach, omijając kłopoty to i tak wpadłam w gówno – burzę. Wolę mieć zatem udział – świadomy i decydujący w machinacje, w które jestem wplątywana.

„Jedno spotkanie! Pięciu przyjaciół! Trójka Cię nienawidzi. Czwartego złapałaś po przyjacielsku za tyłek, a piątego zaprosiłaś na randkę…. ” Można? Można. Przemilczę ten temat (czasowo), by nie wywołać tsunami… Jednak ta historia też nie ma krwi (na szczęście), pazurków (na szczęście), sensacji ( to akurat ma w nadmiarze) i seksu ( nad czym ubolewam).

Dostałam dziś piosenkę miłosną po niemiecku…. z wszystkich języków świata – jak można wybrać stylistykę nazizmu, faszyzmu i Holokaustu???!

Najpiękniejsza i najseksowniejsza pościelowa nuta w mojej hierarchii:

Teorie naukowe

Mój mały schiz. Uwielbiam.

U mnie wszystko musi być naukowo przebadane i potwierdzone. Ciężko jest się ze mną kłócić. Czekam na logiczne argumenty. Jeśli ktoś mówi mi, że manipuluję, pytam. Jaki mam w tym cel? Manipulacja ma zawsze przynieść profit manipulatorowi!
Któregoś dnia, ona, bardzo wkurzona na mnie, krzyczy – czy jak idziesz srać to dlatego, że Ci się chce, czy dlatego, że jest to naukowo potwierdzone?!! Spokojnie zatem odpowiadam. Owa czynność to potrzeba najniższego rzędu, jak popęd, zatem naukowo potwierdzona. Idę bo muszę. Nie dlatego, że chcę.
Brzydko używać takich słów. Nie wypada damie. Nie jestem damą.

Moją ulubioną teorią jest teoria niedokończenia. Mówi ona o tym, że każdą myśl, każdą sprawę, należy w życiu zamknąć. W innym przypadku, Twój umysł będzie nad nią pracował, męczył się, zadręczał. Jeśli nagle znika ważna osoba w Twoim życiu, zaczynasz snuć teorie, dlaczego? Co się stało? Intensywnie szukasz rozwiązania. Zwyczajnie musisz to wiedzieć. Jeśli odbyłaby się rozmowa pożegnalna, to niby wiesz, najwyżej katujesz się w zupełnie inny sposób, ale wiesz…

Najprostszym przykładem teorii niedokończenia jest budzenie nocne – olśnienie . Coś w ciągu dnia zapomniałeś i nagle ta myśl, wyrywa Cię ze snu. Każdy to zna. To dowód na to, że nasz umysł ciągle nad czymś intensywnie myśli. Choćby podświadomie. Musi wszystko domknąć, schować do szuflady.

Warto zamykać zatem wszystkie sprawy do końca. Mówi się, że prawdziwa miłość nigdy się nie kończy… myślę, że tak dzieje się wówczas, gdy sprawa nie została wyjaśniona.. przegadana i zamknięta. Wówczas żyje w podświadomości, snuje własne teorie .

Drugą ważną teorią dla mnie jest przypuszczenie, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko jest po coś. Gdy dzieje się coś złego, jak obecnie u mnie… mam nadzieję, że to przyniesie coś dobrego. Coś się kończy. Lekcja odbyta. Wnioski wyciągnięte. Będzie coś innego, coś lepszego… łatwo się mówi…

Przyglądając się trajektorii mojego życia, widzę progres. Za co jestem szalenie wdzięczna.

Wstyd

Mogę się wstydzić za błędy, które notorycznie popełniam, za dziurę w skarpecie i gdy wypowiem jakieś słowa z szybkością błyskawicy. Mogę. Nie wstydzę się za mój blog, za to jak żyłam i przez to, co tu zostało opisane. Nie wstydzę się za swoje poglądy i nie wstydzę, się za to, jakim jestem człowiekiem.

Nie wstydzę się za to też, ile mam lat.

Czy ludzie się zmieniają?

Nie wiem. Ja nie miałam w planie się zmienić. Jako egoistka, uważałam, że skoro ktoś mnie nie akceptuje – to jego problem. Jako infantylny dzieciak, sądziłam, że jestem cudowna, melodramatyczna, słodka i dobra i potrafię z siebie wiele dać. Tylko trzeba znaleźć odpowiedni obiekt. Jako kobieta… dorosła i niekonsekwentna – wiem, że pewnych rzeczy zmienić nie chcę, innych nie muszę, ale zawsze warto się starać i próbować kompromisów.

Ostatnie tygodnie…  byłam taka, jaka zawsze chciałam być. Szczera. Kochająca i czuła. Beztroska. I bezgranicznie oddana. Zupełnie zatraciłam swoje egoistyczne popędy, ale osobowość została. Bo mnie wolno mówić co chcę, bo ja mam prawo, bo ja taka jestem. Zrozumiałam, że niekoniecznie. Z bólem, ale zrozumiałam, że nie wszystko mi wolno. Nie pozwolę się jednak ograniczać. Nie pozwolę by ktoś wpędzał mnie w poczucie winy i by ktoś mówił mi – jak mam żyć. By ktoś mnie oskarżał o złe intencje, i o knucie. Nie zasłużyłam sobie w żaden sposób, by usłyszeć – cały świat mnie przed Tobą ostrzega! O żesz w mordę…!!!

Każdy ma coś do ukrycia. Każdy zrobił coś głupiego i za coś się wstydzi. Nie każdy jest tak szczery i otwarty (lub głupi) by pisać o tym publicznie. Magda tu i Magda w realu – to ta sama Magda. Jednak pozostaje kontekst. I ludzie. Codziennie poznaję ludzi, którzy na mnie wpływają. Codziennie się zmieniam i codziennie się wstydzę.

Kim jest Alvaro?

To rzeczownik i przymiotnik w jednym.

Alvaro ma ten błysk w oku, tę magię spojrzenia, tę stylizację fryzury (na boczek, koniecznie, z dłuższą grzywką) i standardowe odzienie. Ciężko go jednak ubrać w słowa… Bo pomimo nieco pejoratywnego zabarwienia – Alvaro obiektem kpin i żartów nie jest i być nie może.

Alvaro może nałożyć jasny krawat do ciemnej koszuli, czy nawet różową polówkę.(Swoją drogą, tradycyjne koszulki polo maja klasę – białe koszulki, nadmienię).

Alvaro nie musi pięknie mówić… on się uśmiecha – nienachalnie i beztrosko. Tak słodko, że kobietom podnoszą się endorfinki i spadają ….

Otwieramy wtedy buzię – w tym naszym – Ooooo…. boski! Jak na widok śpiącego buldożka, czy żebrzącego mopsika – kota, lub ostatecznie – niemowląt.

Alvaro wie, że wzbudza uwielbienie i pożądanie, ale nie „robi go” to. Jest znakomicie wychowany. Traktuje kobiety z szacunkiem… Otwiera drzwi do samochodu i przynosi kwiaty. I otwiera parasol jak pada… Szanuje kobiety. Przyjaźni się z kobietami. Kocha jedną kobietę. Prawidłowo układa relacje z mężczyznami. Nie szuka rywalizacji.

Tak! Nie każdy może być Alvaro!

Zjebało się

Zawsze to samo. Radosna twórczość w mowie i piśmie.
Skakałam sobie z chmurki na chmurkę w radosnym uniesieniu, aż przyszła gówoburza. 
Zawiniłam, ale bez przesady. Oberwało mi się za moje opinie. Fakt faktem nie powinnam była się wypowiadać na temat ludzi, których nie znam. Na temat przyjaciół bliskiej mi osoby. Jednak to były luźne odczucia i wrażenia, które nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości. I osoba, która uczciwie doniosła, to doskonale rozumiała.

Mogłabym się kajać, przepraszać, błagać o wybaczenie, ale tego nie zrobię. Tu wkracza moja duma i mechanizm obronny w postaci ucieczki. Jestem gotowa zrezygnować nawet ze swojego szczęścia, niż słuchać słów w stylu -jak mogłaś?!! Ten zawód co do mojej osoby, ten żal, złość i próżnia ostatecznie. Jakbym była zła… a tego o mnie raczej powiedzieć nie można.

To wystarczająca kara dla mnie. Chociaż nie. Sama się ukaram dotkliwiej. 

Dlaczego ludzie nie śpią w nocy?

Nie wiem.

Czytam czasem tak całościowo i merytorycznie ujęte teksty…. i nie wiem, skąd, ktoś, posiada wiedzę tak wielopoziomową na temat: kobiet, facetów, związków… może ktoś zrobił z tego doktorat, albo tyle przeżył…  (i nadal żyje?)

Ja piszę tylko to, o czym wiem i czego jestem pewna. Napisałam tylko jeden post, na temat, o którym wiedziałam tylko trochę ( Uległość i dominacja) to Pani Uległa mnie z deczka zhejtowała. Od tamtej pory, odechciało mi się nawet zgłębiać temat – za sprawą tejże Pani… i jej…. nie umiem ubrać tego w słowa.… całokształtu.

Ludzie nie śpią w nocy bo:

  1. Nie wypili swojej porcji alkoholu, lub nie wypili go wcale – taka prawda. Często popełnianym błędem, jest picie alkoholu w celach nasennych. Po alkoholu się nie śpi. Nie wchodzi się w drugą fazę snu. Po alkoholu się czuwa.
  2. Gryzie ich sumienie – Moją ulubioną postacią w tej kwestii jest Raskolnikow. Czuję się tak czasem, chociaż nikomu siekierą nie przywaliłam. Jeszcze? Mnie męczą większe i mniejsze drobnostki, poczucie krzywdy, lęki, zawody i niepowodzenia. Jednakże efekt jest ten sam – nie śpię w nocy.
  3. Efekt sowy – zmienili noc na dzień i odwrotnie. Mój kolega posiadał sowę i niecodzienne hobby w postaci ćpania wszystkiego co możliwe. Nie spał w dzień i w nocy, Sowa też. Sowa nie wytrwała. On tak.
  4. Księżyc w pełni – nie mam pojęcia dlaczego…. Naukowcy wiedzą.  „Specjaliści ze Szpitala Psychiatrycznego dowiedli, że Pełnia powoduje bowiem między innymi zmniejszenie poziomu melatoniny w organizmie. W praktyce oznacza to, że trudniej nam wówczas zasnąć i wyspać się. Kluczowa dla regeneracji organizmu faza REM skraca się średnio o 20 minut w każdym z kilku jej cyklów”. (http://natemat.pl/69879,naukowcy-potwierdzaja-ze-podczas-pelni-ksiezyca-ludzki-organizm-pracuje-zupelnie-inaczej-dlatego-sie-nie-wysypiamy)
  5. Miłość szczęśliwa – nie chce się spać, aby wracać myślami do pięknych momentów i mielić je po stokroć. Uwielbiam to.
  6. Miłość nieszczęśliwa – W nocy się tęskni i rozczula przy dźwiękach smutnych piosenek. On mnie nie kocha uuuuu, a mówił, że na zawsze uuuu, a to pech a to skurwiel.
  7. Głód – naukowo potwierdzone – głodnemu spać nie można, a przeżartemu jeszcze bardziej.
  8. Praca zawodowa– większość ludzi, których znam ( jak nie wszyscy) śpią w pracy na nocną zmianę, ale są tacy którzy nie mogą. Takowych nie znam.
  9. Praca intelektualna i twórcza – bo cicho, bo klimatycznie, ciemno…., bo sprzyja.
  10. Ktoś lub coś przeszkadza – dzieci płaczące za ścianą, remont, impreza i chyba najgorsze – kopulacja 🙂 Najgorsze dla słuchającego.

Nie mogę ostatnio w nocy spać…. diagnozuję się.

Dlaczego ty nie śpisz w nocy?

Papier toaletowy w mikołaje 

Tak. Nie wiem gdzie ona go kupuje, ale posiada go corocznie na święta. Urocze to jest. Kocha święta i wyciera dupę twarzą Mikołaja. Pięknie. Kurwa. Pięknie.

Normalnie poczekałabym z tym radosnym postem do świąt, o których, szczęśliwie, do dziś, starałam się zapomnieć. Jednak, jako, że jestem najmłodsza w pracy, to kazano mi ubrać choinkę – jutro.

Nienawidzę świąt. No nienawidzę. Jest jednak stu procentowa opcja, że komuna się opóźni w tym okresie, i będę mogła przetrwać ten magiczny czas, w rytmie hip hopu, z dużym wsparciem wysokoprocentowego alkoholu.

Nienawidzę świąt odkąd pamiętam. Znacie dzieci, które nie dostawały prezentów pod choinkę? Ja znam. Jak się jednak co rok czeka, jak debil i co rok jest to samo, to jednak można się wkurwić. Nigdy nie byłam jakąś cholerną materialistką, ale jak się robi święta, muszą być prezenty. Jak nie ma prezentów, zmień tradycję, wiarę, albo dzieci.

Święta to okres fałszu, zakłamania, wydawania pieniędzy i sztuczności. Nie bawię się w to. Zatem nie uczestniczę. Rezygnuję. Plan co roku jest taki sam. Jadę do ciepłego kraju, kraju gdzie nikt nie wie, co to święta Bożego Narodzenia. Co roku plan mi nie wypala ze względów finansowych, ale jestem cierpliwa. Kiedyś ten sen się spełni.

Znacie dorosłą kobietę, mężatkę, która do wieku 30+ szykuje buty na imieniny pewnego czerwonego Pana (bez lewicowych poglądów) i co roku, buty są puste? Ja znam. Jej mąż to jednak dupek. Jej były mąż. Tyle tego dobrego.

Moja znajoma jest super matką i kocha święta. Wpadła na genialny pomysł. Odpisała synowi na list do Świętego, że przeprasza, ale Mikołaj nie ma w tym roku pieniędzy… ten dzieciak będzie miał traumę do końca życia, zwłaszcza jak opowie to kolegom.

Jestem dziś wkurzona. Jestem dziś zawiedziona.. To przykre. To minie.