Ej, ej, Nie widziałeś Kozy mej…? (na wypasie)

Zaprosiła rodzinę na niedzielny obiad. Schabowe i zupa. Duża rodzina. Dzieci, wnuki i prawnuki i ich zwierzęta. Udało się wszystkich zapędzić do stołu i jedzą tę zupę – biała – pewnie kalafiorowa, zabielona śmietaną,  w smaku nie czuć nic, ciężko zidentyfikować, głupio zapytać, ale ciekawość wygrywa. Pytanie poszło – jaka to zupa? Nooo pomidorowa. Tej odpowiedzi nie spodziewał się nikt… I konkluzja. Ja pierdole – zapomniała dodać pomidory…

Jaki z tego morał? Jak coś robisz, rób to na wypasie, albo wcale. Tu mam na myśli – wesela, przyjęcia w ogóle. Nie wiem, po co się trudzić w ogóle…

Porażka nr 1.

Hit normalnie. On i ona poznali się na GG. Ona urody wątpliwej, on całkiem całkiem, ale połączył ich wspólny sport – robienie dzieci. Rodziny nie zdążyły się poznać i dogadać i w efekcie polubić. Zatem zorganizowano wesele – w mieszkaniu. O żesz. Efekt końcowy. ok 22.00 rodzina pana młodego zabrała alkohol i pojechała  kontynuować imprezę „w jakimś bardziej rozrywkowym miejscu i towarzystwie”. Na plus była jedna obecność alkoholu…

Porażka nr 2.

Jak można wpaść na pomysł, by zorganizować imprezę masową bez alkoholu??! Jeśli organizatorzy nie piją ok – ale my, goście TAK, a Ci co nie mogą, lub nie chcą, to ich broszka, ale wybór powinien być. Wesele bez alkoholu skończyło się o 24.00 z bólami (że tak długo). Ci sprytniejsi, organizowali sobie procenty i pili po kryjomu – gdziekolwiek się dało. Tajne picie wzmaga zapotrzebowanie, toteż myśl jest taka, żeby spożyć jak najwięcej, jak najszybciej, póki jest okazja – efekt?!! – północy nie dotrwali (szczęściarze).

Porażka nr 3.

Ona kocha innego, ale wesele zorganizowane i zapłacone, zatem zero wsparcia z zewnątrz. Z boku wszystko gra. Jest wypas – jest cudne jedzenie, alkohol, orkiestra i piękni goście. Wszyscy się świetnie bawią. Panna młoda wygląda bosko… tylko nieobecna jakoś. Ponieważ 90% swojego wesela spędza na skype z ukochanym. A Pan młody? udaje, że nie wie…

Nie mogę sobie za groma przypomnieć dokładnej daty swojego ślubu… 2002. Urząd Stanu Cywilnego. Tylko my i świadkowie…. Pierwszy raz ich wtedy wiedziałam na oczy! Dzień koszmarny. Pewnie stąd to wyparcie. Asekuracja umysłu. Mój drugi ślub będzie na wypasie! Taki żart, jaki ślub… 🙂

Reklamy